tygodnik opoczyński
Ogłoszenia
Wyróżnione
Tomaszowskie Centrum Zdrowia zatrudni ...
czytaj dalej »

SYBERIAN Husky, szczeniaki, tel. ...
czytaj dalej »

Firma ELEKTRO-TEST s.c.
Poszukuje ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Warto wiedzieć

Kulig, szlichtadą też zwany

Jan Kochanowski, szesnastowieczny poeta z Czarnolasu, tak pisał w Pieśni XX o staropolskich zabawach i tańcach:
Miło szaleć, kiedy czas po temu,
A tak, bracia, przypij każdy swemu,
Bo o głodzie nie chce się tańcować,
A podpiwszy, łacniej już błaznować.
Parafrazując słowa poety można stwierdzić, że karnawał jest czasem, kiedy miło szaleć, łacno błaznować po wypiciu dobrego trunku i żwawo tańczyć po zjedzeniu smakowitego posiłku.
Jak wszyscy wiemy, karnawał to okres, który rozpoczyna się w Nowy Rok lub w święto Trzech Króli i trwa do Środy Popielcowej. Ostatnim dniem karnawału jest tzw. kusy wtorek, a dniem zapowiadającym nieuchronny kres zabaw jest Tłusty Czwartek. Chociaż czas jego trwania jest wyznaczony przez święta kościelne, wypełniają go w większości obyczaje niezwiązane z wiarą, a nawet pogańskie. Jest to zrozumiałe, gdyż genezę karnawału najczęściej łączy się z starożytnymi obrzędami zimowymi i wczesnowiosennymi odprawianymi ku czci bogów urodzaju, szczęścia, dobrobytu, słońca życia i światła; przede wszystkim ku czci Saturna - patrona złotego wieku, dobrobytu, sprawiedliwości oraz Dionizosa (w Grecji zwanego Bachusem), boga życia i słońca, patrona wschodzących roślin i kwiatów, a zwłaszcza krzewów winnych i wina. Karnawał był znany w niemalże całej Europie już w wiekach średnich, a w okresie staropolskim dotarł do Rzeczypospolitej i nazwano go mięsopustem polskim. Prawdopodobnie tradycje i zwyczaje związane z karnawałem przybyły do nas wraz z dworem królowej Bony.
Wielkie uczty karnawałowe i bale maskowe zwane redutami odbywały się na dworach królewskich, w rezydencjach magnackich i na szlacheckich dworach. Karnawał - czas tańców, maskarad i zalotów - w obyczajowości szlacheckiej kojarzony był jednak przede wszystkim z kuligami. Te kawalkady sań z muzyką, śpiewami, pochodniami, pełne rozbawionego towarzystwa pląsającego i biesiadującego na każdym postoju stanowiły jeden z najbarwniejszych i najbardziej charakterystycznych elementów kultury staropolskiej.
Kuligi bywały dwojakiego rodzaju: szykowane i ,,dzikie". W pierwszym przypadku z góry planowano trasę objazdu sąsiedzkich dworów i zawiadamiano je z wyprzedzeniem o dniu przybycia gości. Posłaniec z zapowiedzią, występujący w stroju trefnisia lub arlekina miał na znak swej funkcji laskę z wielką, pomalowaną na srebrno kulą, która w innych porach roku służyła do zwoływania zjazdów powiatowych. Stąd wzięła się nazwa: „kulig”; staropolska „szlichtada” przywędrowała z Niemiec (od Schlitten - sanie, sanki). Gospodarze, w porę poinformowani, mieli dość czasu, aby przygotować stosowne ilości jadła oraz miejsce noclegu dla kilkudziesięciu osób, uprzątnąć pokoje do tańca, a także zmobilizować własną, a nieraz też pożyczaną na tę okazję służbę. Kulig zajeżdżał zazwyczaj o wczesnym zmroku; tańcowano i biesiadowano do białego rana, przedpołudnia byle jak przesypiano, a po południowym posiłku, zabrawszy ze sobą gościnnych panią i pana domu, ruszano do kolejnego dworu.
Kuligi „dzikie” spadały na niespodziewające się najazdu domostwa jak grom z jasnego nieba. Nie zważano na to, że ktoś mógł sobie nie życzyć odwiedzin lub nie chciał wykosztowywać się na huczną zabawę. „Dzikie” towarzystwo samo gospodarowało w spiżarniach i piwniczkach z trunkami, nie pytając nikogo o pozwolenie. Gdy w końcu, poważnie nadwyrężywszy domowe zapasy, dzikusy wybierały się w dalszą drogę, zdesperowany gospodarz przyłączał się zazwyczaj do nich, aby u następnego zaskoczonego sąsiada „odjeść i odpić” choć w jakiejś części to, co sam musiał dla gości poświęcić. Takie „dzikie” kuligi potrafiły buszować po szlacheckich dworach całymi tygodniami i bywało, jak pisał Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej, że „kawaler, co w dzień po Trzech Królach kuligiem z domu wyjechał, dopiero na wstępną środę (tj. na Popielec) z powrotem był widziany”.
Najsławniejszy kulig w Polsce
odbył się 20 stycznia 1695 roku, kiedy to po mazowieckich drogach przez Warszawę i Wilanów mknęło ponad sto sań wyściełanych futrami. W kuligu wzięła udział para królewska: Jan III Sobieski i Marysieńka oraz znakomite polskie rody: Radziwiłłów, Lubomirskich, Sapiehów i Potockich. Przygrywało im dziesięć kapel, a cały kulig zakończył się wspólną ucztą. Ludwik Klermont, sekretarz królowej Marysieńki, tak opisał tę szlichtadę:
„Zaproszone na nią znakomite osoby zjechały się najprzód do pałacu Daniłowiczów (w którym później mieściła się bibljoteka Załuskich). O godz. 3-ej z południa trębacze dali sygnał i cały imponująco wspaniały orszak wyruszył w następnym porządku: Najprzód jechało 24 Tatarów konno ze służby królewicza Jakóba. Za nimi 10 sań czworokonnych, zaprzężonych w szydło, wiozło muzykę, na każdych saniach inną. Na jednych więc jechali żydzi z cymbałami, na drugich ukraińcy z teorbanami, to znowu janczarowie, trębacze, fajfry i inni zebrani z różnych dworów magnackich, z których wówczas każdy utrzymywał nadworną kapelę. Za tą tak różnorodną orkiestrą jechało na ćwierć mili długim korowodem 107 sań zaproszonych gości. Ekwipaże te, okryte perskimi kobiercami, lamparciemi i sobolemi futrami, zaprzężone były w cugi strojne w pióra, czuby, kokardy i kutasy. Na każdych saniach jechało po kilka osób obojej płci a około sań młodzież dworska konno. (…) Na końcu były sanki w kształcie pegaza z 8-miu młodzieńcami, którzy rozrzucali wiersze ułożone już dawniej przez Ustrzyckiego i Chrościńskiego. Zamykał tę paradę oddział drabantów. Wszyscy goście zajechali najprzód do dworu Sapieżyńskiego, potem do księżny Radziwiłłowej, siostry króla Sobieskiego, następnie do wojewody Potockiego, do młodego księcia Lubomirskiego, do pana kasztelana lubelskiego i do Ujazdowa. Gdzie tylko przybyli, zaraz staropolskim zwyczajem gospodarz oddawał im klucz od piwnicy, a gospodyni od spiżarni, gdzie każdemu z gości wolno było raczyć się przygotowanymi przysmakami podług woli. Wszędzie brzmiała huczna kapela, tańczono chwilkę i ruszano dalej. Ostatni zajazd był do Wilanowa, gdzie oboje królestwo Ichmość byli równie po staropolsku gościnni. Częstowano nie tylko gości, ale i służbę ich do późnej nocy, wśród której potem cały orszak przy świetle 800 pochodni powrócił do miasta”.
Kulig powyższy był zapewne najświetniejszym w dawnej Polsce, ale rodzaj zabawy był wzięty ze starego zwyczaju. Corocznie bowiem w zapusty, gdy sanna dopisała a młodzież nie była na wojnie, w każdej prawie okolicy czy powiecie urządzano kulig, który zastępował nieznane wówczas jeszcze zabawy karnawałowe miejskie. Młodzież, rej w okolicy wodząca, układała plan kuligu, a do narad tych należały skrycie i dziewczęta i młodsze mężatki rade zabawie. Rozpisywano kolej, skąd się kulig ma zacząć, jakim szlakiem do dworów i dworków zajeżdżać i, zebrawszy wszystkich, gdzie hulankę zakończyć. Rzecz prosta, że kuligi nie obchodziły się bez pijatyk, węgrzyn bowiem był tani, zabawa w mrozy, gościnność bezgraniczna a skłonność do uniesień towarzyskich słowiańska. W domach możniejszych kuligowano dłużej, hasając, śpiewając, bawiąc się w gry towarzyskie, dosiadając dzikich wierzchowców, a czasem wybiegając i do pobliskiej kniei na grubego zwierza.
Łukasz Gołębiowski (1773-1849), jeden z pierwszych polskich etnografów, w publikacjach z zakresu historii obyczaju („Domy i dwory” 1830, „Gry i zabawy” 1831) pisząc o zabawach kuligowych podkreślał, że mimo towarzyszących im pijatyk i bijatyk „nikt podczas nich nie bywał obrażony, nikt upośledzony, godzono wtedy niejeden zatarg sąsiedzki (…) a dawniejsze nieporozumienia i niechęci topiono w węgrzynie i uściskach braterskich. Kto widział chociażby cień jeszcze tych zabaw, ten przyzna z rozrzewnieniem, jak ludzki, uprzejmy i dobroduszny był ten naród, ta jakby weseląca się rodzina i używająca skromnych, ale obfitych darów swej ziemi”.
„Kulig jedzie, zje, popije i pojedzie” - tak niegdyś określano ulubioną zabawę zapustną szlachty. Z czym nam dzisiaj kojarzy się kulig? Jeśli w ogóle doczekamy śniegu, musimy, bagatelka, znaleźć sanie i konia. Częsty obrazek współczesny to saneczki na lince za pykającą rurą wydechową, ognisko i pieczone kiełbaski. Karnawałowe szlichtady odeszły w niepamięć. Szkoda, że razem z nimi staropolskie cechy rodaków, o których pisał Łukasz Gołębiowski…


erg   
W dziale dostępne są również artykuły:

 
Kontakt z TOP
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
oglotop@pajpress.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: 44 754 41 51

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: 44 754 21 21
top@pajpress.pl
Artykuły
Informator
Warto wiedzieć
Twój TOP
TIT - rejestracja konta Bądź na bieżąco.
Zarejestruj konto »