Na drzewickim torze odbył się kurs hydrospeedu – bardzo popularnego w Europie sportu ekstremalnego. W Polsce ta dyscyplina dopiero raczkuje
Krzysztof Bogatek w akcji
Hydrospeed to nic innego jak spływ rwącą górską rzeką na plastikowej desce, wykonanej najczęściej z polietylenu. Pływak, ubrany w gruby piankowy kostium, kask oraz kamizelkę asekuracyjną trzyma się uchwytów deski i płynie z prądem głową w przód. Deska nie zasłania całego ciała, nogi są w wodzie, dlatego aby nie ulec obrażeniom w zderzeniu z podwodnymi głazami trzeba manewrować przy pomocy płetw.
Ta ekstremalna zabawa dostarcza niesamowitych emocji i daje wielką dawkę adrenaliny. Przekonali się o tym uczestnicy warsztatów, jakie na torze kajakarstwa górskiego zorganizowała jedna z poznańskich firm. Szkolenie z udziałem kilkunastu osób z całej Polski odbyło się w długi majowy weekend. Hydrospeedowcy trenowali łącznie przez cztery godziny w sobotę i niedzielę.
Z obserwacji zajęć można dojść do wniosku, że hydrospeed to dość wymagająca zabawa, bo raczej nie dyscyplina sportu. Oprócz umiejętności pływania wpław wymaga odpowiedniego „czytania” wody i dobrej koordynacji ruchowej. Jest ona niezbędna do jednoczesnego sterowania deską za pomocą uchwytów, balansu ciała oraz płetw.
Jak się okazało, na desce najlepiej radzili sobie drzewiczanie. W szkoleniu wzięli udział były kajakarz górski Krzysztof Bogatek oraz jeden z najlepszych zawodników we freestyle’u kajakowym Przemysław Kmita. Mniej doświadczeni kursanci też jakoś dawali radę. Wszyscy bawili się świetnie.
Warsztaty poświęcone hydrospeedowi zorganizowano w Drzewicy po raz pierwszy. Organizatorzy zapowiadają, że jeśli znajdą chętnych, będą przyjeżdżać regularnie, na co liczy Ludowy Klub Kajakowy.
|