tygodnik opoczyński
Ogłoszenia
Wyróżnione
UROLOG - lek. med. Agnieszka Grabińska. ...
czytaj dalej »

UROLOG Dr N. Med. K. DĄBROWSKI, USG. WAZEKTOMIA ...
czytaj dalej »

Baza firm
 
Ciekawostki

 Czas dziewosłębów

 
Jak drzewiej bywało



Wincenty Wodzinowski (1866?1940) ? "Swaty" ? olej, tektura 68,4x99 cm



Jesienne miesiące na wsi nie były bynajmniej okresem powolnego zamierania aktywności i stopniowego przygotowywania się do nadchodzącej zimy. Chociaż wszystkie prace polowe były już wykonane ? pełno w spichrzach i stodołach, oziminy wysiane, orki, siewy i wykopki zakończone, tylko gdzieniegdzie jeszcze słychać miarowy stuk cepów ? złota jesień przypominała, że nadchodzi czas swatów i hucznych weselisk. Życie całego społeczeństwa wiejskiego podlegało specyficznemu kalendarzowi, który określić można mianem kalendarza obyczajowo?obrzędowo?liturgicznego. Różnił się on od roku kalendarzowego, a składały się na niego przede wszystkim wielkie święta religijne, odpusty, chrzciny, śluby wraz z weselami, pogrzeby, zwyczaje ludowe, wspólna praca i zabawy. Dla ówczesnych ludzi podtrzymanie tradycji było bardzo ważne, ponieważ niektóre zwyczaje kultywowane były od wielu pokoleń.
Ślub i wesele zawsze było wyjątkowym wydarzeniem nie tylko rodzinnym, ale również na skalę całej wsi a nawet szerszej okolicy. Tak było od wieków i jest do dnia dzisiejszego. Zmieniają się tylko zwyczaje, choć wiele z dawnych polskich tradycji weselnych staramy się nadal podtrzymywać. Są one przecież niezwykle wzruszające, takie jak błogosławieństwo rodziców, witanie młodych chlebem i solą czy inne, dobierane starannie przez organizatorów uroczystości dla jej uświetnienia. Ale jak to było w dawniejszych czasach i jak wiele starych zwyczajów odeszło w zapomnienie? Jedno jest pewne ? teraz to młodzi decydują o tym, z kim chcą się związać na całe życie i raczej nikt nie ingeruje w ich decyzję. Nie ma to też określonego formalnego przebiegu. Ale dawniej? najpierw były swaty.
W przeszłości widomym znakiem, że w domu znajduje sie dziewczyna, która osiągnęła wiek stosowny do zawarcia małżeństwa i czeka na konkurenta, były malowane wapnem na zewnętrznych ścianach domu, widoczne z daleka, białe i niebieskie kółka, tzw. pieczęcie lub kołacyki (np. na ziemi sądeckiej). Zaniknął całkowicie poprzedzający swaty zwyczaj "wywiadu", w zależności od regionu zwany też prześpiegami, oględami, zmówinami czy zwiadami, który był najistotniejszym etapem przygotowawczym uroczystości weselnych. Dawniej o związku małżeńskim decydowali rodzice lub opiekunowie i to niezależnie od statusu społecznego, a młodzi nie mieli nic do powiedzenia, tak więc i wywiad odbywał się bez ich udziału. Głównym jego celem było zorientowanie się przez kogoś z rodziny kawalera, czy zostanie on przyjęty przez pannę i jej rodzinę. Zwiadów dokonywały zazwyczaj odpowiednio wybrane starsze kobiety (kumy, krewne, sąsiadki), ewentualnie tej czynności mógł podjąć się mężczyzna, np. u Łemków wysyłano tzw. sprosateli, tj. dwóch poważnych i zaufanych mężczyzn. Dokonujący zwiadów brali pod uwagę następujące kryteria doboru przyszłych małżonków: równość społecznej pozycji, majątek i korzyści płynące ze skoligacenia się dwóch rodzin. Uroda, pociąg indywidualny, skłonności uczuciowe odgrywały rolę drugorzędną.
Tuż po zwiadach odbywały się swaty (w południowej i środkowej Polsce zwane swacinami, zmówinami lub dziewosłębami, na Kurpiach i Podlasiu ? rainami lub rajbami, w języku starosłowiańskim ? snymbami lub swadźbami). Była to oficjalna wizyta i rozmowa swata (zwanego również, w zależności od regionu: rajkiem ? na Lubelszczyźnie, północnym Mazowszu, Kujawach, Mazurach i Warmii; swaściem, swachem, swakiem, szwataniem w Małopolsce, Polsce centralnej i Wielkopolsce itp.), czyli pomocnika i wysłannika rodziny kawalera, w domu rodziców panny na wydaniu, mająca doprowadzić do porozumienia rodów i zawarcia wstępnej umowy małżeńskiej. Nazwa dziewosłęb, używana w Polsce od XV wieku, pochodziła od słów "dziewę/dziewicę snębić, słębić" ? wydawać za mąż. Staropolski "zerzec" oznaczało tego, który zrzekał, namawiał, umawiał. W niektórych regionach Podlasia zwano swata bidorajem, bo "raił biedę ? żonę".
Swatem najczęściej zostawał mężczyzna we wsi poważany, z nienaganną reputacją, rzadziej swatem zostawała starsza kobieta, choć taki obraz swatki zapewne pozostał w naszej narodowej pamięci. Z reguły była to osoba ogólnie szanowana, lubiana i popularna w okolicy, ważne też były tu takie przymioty, jak wymowność, roztropność i powaga osoby. Przybycie swata utrzymywane było w tajemnicy w obawie przed zazdrością ludzką lub plotkami i nawet rodzice panny, choć byli uprzedzeni o mającej nastąpić wizycie, nie dawali po sobie poznać i udawali zaskoczonych.
Swaty podobnie jak i wcześniejsze zwiady odbywały się zawsze według pewnego wzorca, utrwalonego przez obyczaj, który uwzględniał odpowiedni do tego celu dzień i jego porę, a także ściśle określony konwenansem okolicznościowym, sposób zachowania się gości i domowników. Najodpowiedniejszym terminem do posyłania swatów był czwartkowy wieczór, najpóźniej trzy tygodnie przed mającym się odbyć ślubem i weselem. Mogły to być też: wtorek, sobota lub niedziela. Poniedziałek, środę i piątek uważano za dni niepowodzenia, które w tak ważnej kwestii, jak wybór żony nie przynoszą szczęścia.
Odświętnie ubrany swat (niekiedy w towarzystwie innych upoważnionych osób, krewnych chłopca, a czasami także i samego konkurenta) przybywał do domu rodziców dziewczyny, bardzo uprzejmie ich pozdrawiał, a zaproszony, zajmował wraz z nimi (i towarzyszącymi osobami) miejsce za stołem i prowadził rozmowę pozornie nie mającą bezpośredniego związku ze sprawą. Podobno mocie jałoskę na sprzedoz? ? pytano. Na co rodzice, gdy podobał im się kandydat na jej męża, odpowiadali: Jałoska się zdarzy, ale żebyście dobrego byczka dla niej wyszukali (Tarnobrzeg). W imieniu konkurenta pytał rajek rodziców dziewczyny: Nasz byczek zatęsknił za waszą cieliczką, czybyście im nie pobłogosławili? (na Kurpiach). Przy rozmowie (w każdym razie w pierwszej jej fazie) zwykle nie było dziewczyny ? głównej zainteresowanej; zawstydzona uciekała i kryła się za piecem (zaznaczyć należy, że kandydat na męża również nie powinien do pewnego momentu się ujawniać). Jeśli sprawa przybierała pomyślny obrót, to znaczy, oferta małżeńska została przyjęta, wołano dziewczynę i (jedynie dla formalności) pytano ją o zgodę. Jej odpowiedź, najczęściej kiwnięcie głową lub pełne zażenowania milczenie, nie miała większego znaczenia. Ewentualnie inną formą wyrażenia przychylności przez dziewczynę była odpowiedź: "A bo ja wiem?", następnie wołano do izby kawalera, który oświadczał się rodzicom o rękę ich córki, a potem pytał ją samą, czy go będzie chciała.
Swaty, porozumienie obydwu rodzin, kilkakrotnie przypijano przyniesioną przez swata wódką. Na znak, że oświadczyny zostały przyjęte, proszono dziewczynę o przyniesienie kubka, szklanki, kieliszka: Jeśli dziewczyna długo szukała naczynia, dawała znak, że jest niechętna narzeczonemu, i odwrotnie, gdy przynosiła je skwapliwie, wyrażała radość i gotowość do wstąpienia w związek małżeński. Swat i towarzyszące mu osoby pili najpierw do rodziców dziewczyny, a następnie kolejno do obojga młodych, co uznać można za relikt średniowiecznych rytuałów, zgodnie z którymi wspólne wypicie napoju przez narzeczonych i przedstawicieli ich rodzin było potwierdzeniem zawartej umowy małżeńskiej. Przypieczętowaniem umowy małżeńskiej były zaręczyny (złączenie rąk na chlebie, wymiana pierścieni), odbywające się na zakończenie swatów. Dzięki nim młodzi stawali się oficjalnymi narzeczonymi i od tej pory mogli częściej ze sobą rozmawiać i widywać się, jednakże zawsze w domu rodziców panny i to w obecności przyzwoitki, gdzie już bez przeszkód mógł przybywać z wizytą szczęśliwy narzeczony. Takiej umowy małżeńskiej nie można było zerwać, ponieważ panowały wtedy twarde reguły i o żadnych uciekających narzeczonych nie mogło być mowy.
Na Podlasiu, zanim doszło do ostatecznego porozumienia, rodzice panny jechali do wsi kawalera, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście ma taki majątek, o jakim opowiadał. Zawartą między rodzinami zgodę trzeba było oczywiście uczcić. Odbywało się to oczywiście za suto zastawionym stołem, na którym nie mogło zabraknąć wódki. Kielich wypijali wszyscy.
Po wszystkich tych ceremoniach wyznaczano termin ślubu, dawano na zapowiedzi w kościele, ustalano sprawy organizacyjne związane z weselem, omawiano sprawy majątkowe i wyposażenie młodych na nową drogę życia.
Opr.: erg


erg   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 40 (847) z dnia 4 Października 2013r.
 
Kontakt z TOP
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
oglotop@pajpress.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: 44 754 41 51

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: 44 754 21 21
top@pajpress.pl
Artykuły
Informator
Warto wiedzieć
Twój TOP
TIT - rejestracja konta Bądź na bieżąco.
Zarejestruj konto »